Pearl Harbor: Zero Hour
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Pearl Harbor: Zero Hour

Historia klęski w Pearl Harbor nie cieszyła się zainteresowaniem komputerowców. Sytuację zmienił hollywoodzki przebój z Benem Affleckiem w roli głównej; nagle w sklepach zaroiło się od gier opowiadających o historycznym triumfie Japończyków. Obok zapowiadanego miesiąc temu Beyond Pearl Harbor należy zwrócić uwagę na Pearl Harbor: Zero Hour autorstwa coraz lepiej radzącego sobie na rynku Simon & Schuster.
Obie gry należą do tego samego gatunku; nieskomplikowanych gier zręcznościowych, polegających na lataniu i strzelaniu do wszystkiego, co się rusza. Akcja Pearl Harbor: Zero Hour dzieje się oczywiście podczas 2 wojny światowej, w trakcie i zaraz po słynnym ataku, który pchnął bezpośrednio niezaangażowane w bój USA do działań zmierzających do zakończenia mrzonek Hitlera o władzy nad światem (by the way: czy wiecie, że ów wąsacz marzył o Europie bez granic, o której dziś mówią niemal wszyscy euroentuzjaści?). Japończycy niszczą amerykańskie statki i lotnictwo, ci zaczynają się odgryzać; najlepiej wychodzi na tym amerykańska gospodarka oraz gracz, który otrzymuje dziesięć scenariuszy do wykonania. Obejmują one m.in. słynne starcia w rejonie Pacyfiku, a więc Guadalcanal, Okinawa i bitwa o Midway. Zabawa jest tym lepsza, że aluzji i zapożyczeń z wydarzeń mających miejsce niecałe 60 lat temu nie brakuje. Miłośnicy awiacji będą mieli okazję zatopić słynne USS Arizona czy też USS Maryland oraz zbombardować nie jedną naziemną bazę marynarki, odtworzoną z sporą dbałością o szczegóły!
Co jeszcze? Ano autorzy gry przygotowali na potrzeby Pearl Harbor: Zero Hour aż 14 ślicznych modeli samolotów, zarówno bombowców (widok z góry), jak i myśliwców (widok zza samolotu), a także nie mniej jednostek pływających, głównie niszczycieli, lotniskowcow i pancerników. O ile jednak samo sterowanie pojazdami latającymi nie będzie skomplikowane (w końcu to bardziej arcadówka niż koszerna symulacja dla jajogłowych), to sam poziom trudności ma zostać wycyzelowany tak, by nawet dość wprawni manualnie gracze nie mieli zbyt prosto. Niestety obsługi joysticków nie przewidziano; za to zabawa przy użyciu klawiatury ma być wygodna i miodna. W komplecie z grą sprzedawana jest zapisana na 3 płytach audio książka autorstwa Randalla Wallace, powstała na podstawie jednego z amerykańskich seriali telewizyjnych opowiadających o wydarzeniach z grudnia 1941 roku. To dość ciekawy prezent, który przeczy teoriom, jakoby w Ameryce nie dokładano do gier wszelkiej maści bonusów.
Myślę, że Pearl Harbor: Zero Hour ma szanse odnieść sukces. Wygląda bowiem nieco lepiej niż niskobudżetowe Beyond Pearl Harbor, a lecąc na popularności tematu (i hollywoodzkiego filmu) można zdziałać naprawdę wiele. Ciekawie zapowiada się zwłaszcza bój gry autorstwa Simon & Schuster z jeszcze jednym produktem spod znaku perłowej przystani. Pearl Harbor: Defend The Fleet właśnie wchodzi do amerykańskich sklepów i zbiera naprawdę ciepłe oceny. Let the combat begins!